niedziela, 1 września 2013

Only the strong will continue!

Dawno mnie tu nie było. Po weselu wszystko nabrało tempa, bo zdałam sobie sprawę z faktu jedynie dwóch tygodni do operacji… Wróciłam do domu, żeby zrobić badania – okazało się, że placówka nie ma umowy z NFZ w moim mieście – znów powrót, bieganina, załatwianie, aaaaa! No i zleciało szybciej, niż szybko.
Zdjęcie z dnia operacji, kilka godzin po. Było znieczulenie dolędźwiowe, a before sponsorował głupi jaś, po którym ślicznie odleciałam, jak za każdym razem, gdy takowego dostawałam. Masa kroplówek  – od 16 do 24 dostałam około dziewięciu, w nocy już nie mam pojęcia, bo pielęgniarki genialnie się spisywały i nie budziły mnie w nocy.
Co do jedzenia, było genialne! O ironio – w szpitalu zawsze się narzeka, no ale prywatna placówka, to inna ranga… Traf chciał, że trafiłam do takiej i to na koszt NFZ. ;)

Następnego w okolicach 12 uruchamianie. Powoli, najpierw kilka ćwiczeń na łóżku, a później premiera o kulach. Dren się dynda przy bandażu, ja pierwszy raz trzymam kule w rękach ale idę! Czekałam na tą chwilę od dnia poprzedniego, kiedy to odpowiedzieli mi „dziś nie ma pani pionizacji, proszę leżeć!”, na pytanie KIEDY MOGĘ WSTAĆ?!
Zdjęcie z dnia, w którym odbyła się operacja, jakieś 6-7h po. 

Teraz dieta bogata w białko, dla szybszej regeneracji tkanek. Mniej kalorii, bo mniej ruchu  aczkolwiek robię wszystko, by rehabilitacją też się zmęczyć, no i robię brzuszki. ;] Latanie z kulami też świetnie wpływa na rzeźbę i siłę rąk,o tak! Pokusiłam się nawet o zrobienie przysiadów na jednej nodze – tak mnie już nosi, a niby niecały tydzień jestem uziemiona.
Nie mogę się doczekać, aż będę mogła włożyć adidasy i pójść na trening!
Do przodu! Siła!

piątek, 9 sierpnia 2013

Czelendż aksepted!

Wczorajszy trening z Tomkiem, to totalna cudowna MASAKRA! Rozgrzewka, po której już ledwo oddychaliśmy, a później 20min obwodów 4x4min +1min po całym obwodzie przerwy.
Wieczorna rozmowa wjechała mi trochę na ambicje..."Chciałbym usłyszeć - Trenerze,może coś dorzucimy do ciężaru?"...zmotywował i teraz pluję sobie w brodę, że nie wypowiedziałam na głos myśli o wzięciu cięższego kettlera na ostatnią serię... To był ostatni raz! Przysięgam!
Wstałam i pierwsze co, rzuciłam się do łykania spalacza i reszty witamin. Trening wytrzymałościowy na czczo - to mój nowy patent. Wieczorem trening siłowy ale jestem jeszcze przed, więc przewijam i wracam do tego porannego. Wyzwanie rzuciłam. Najpierw 20min rozgrzewki, po której miałam mroczki w oczach, a później - niby nic, takie tam pitu pitu - serie burpees i przysiadów z wyskokiem. Dwa obwody, które wyglądają tak:

1 burpee, 9 przysiadów
2 burpees, 8 przysiadów
3 burpees,, 7 przysiadów
4 burpees, 6 przysiadów
5 burpees, 5 przysiadów
6 burpees, 4 przysiady
7 burpees, 3 przysiady
8 burpees, 2 przysiady
9 burpees, 1 przysiad.

To jest cały obwód i między każdą ze "stacji" nie ma przerw. Przerwę mamy dopiero po ostatnich 9 burpees i 1 przysiadzie, która twa od 30sekund do minuty. Drugi obwód robimy od końca - czyli zaczynamy od 9 burpees i 1 przysiadu. Wszystko w szybkim TEMPIE, jakby ktoś podpalał cztery litery, a nie, jak emeryt na pielgrzymce!
Życzę powodzenia, bo ciekło ze mnie po tym, jakbym wyszła spod prysznica. Nie jestem świeżakiem, niełatwo mnie zmęczyć i zajechać ale mając mdłości po całości, wychodzę z założenia, że trening spełnił swoją funkcję.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Kolana się sypią. Układ pokarmowy się sypie. Gorąco, jak w piekle, a mój organizm znosi to słabo.
Permanentne przetrenowanie chyba w końcu nadeszło...odgrażali się,odgrażali, krakali, no i wykrakali. Pogoda im pomogła. No nic. Zacisnąć zęby i do przodu, byle tylko nie zejść.

Jutro rehabilitacja i ostatnia konsultacja w tym mieście przed operacją - albo albo. W następnym tygodniu badania, kolejna konsultacja i ostateczna. Ale prawdopodobnie wyślą mnie pod nóż.

Trąbią w tv, że przed nami dwa najgorętsze dni tego lata. Na samą myśl....się boję. Jakoś trzeba się "zabezpieczyć" chłodem. Lody? No fajnie ale....te węgle niezdrowe, które podbiją mi tylko bez sensu ciśnienie, te puste kalorie, trans i dzikie węże. Musiałam coś wymyślić. Wymyśliłam!

Przepis? Arcyprosty, znajdziecie na Pro Fit Body - fit lody.
Zdjęcie wrzucę też tutaj z przepisem, no bo a nóż, łyżka, widelec, ktoś nie posiada fejsunia...

Każda z porcji ma:
3 czubate łyżeczki serka wiejskiego
3 łyżeczki chudego twarogu.
Do jednej dodałam 1/2 małego banana, a do drugiej 1/2 brzoskwini.
Wszystko zmiksowałam w miseczkach i wrzuciłam do zamrażarki do schłodzenia.

niedziela, 4 sierpnia 2013

Zaniedbałam to dziecko, które i tak cienko przędzie - no bo w sumie niewiele tu jeszcze jest. Lepiej sobie radzi fanpage na FB, o wiele lepiej.
No ale, do rzeczy. Mam termin operacji kolana 26.08. Kolana - o ironio- uginają się, trzęsę czterema literami, jakby były z waty i mamroczę zaklęcia, by dali mi znieczulenie ogólne, bo prędzej ucieknę, niż pozwolę wsadzić sobie igłę w kręgosłup. Siema, siema. Nie pobawimy się razem.

Za tydzień wesele szanownego brata. Bawię się miksturami dzisiaj. Koktajl oczyszczający jelita - przepis umieszczę poniżej.

Generalnie rzecz biorąc - przysiad z unoszeniem sztangi z rwania nadwyrężył mi kolana...Tak to jest, gdy trener nie słucha i ma w dupie, co się do niego mówi. Dostaję po łapkach za ten romans - szkoda, że to nie przez to,że nie radzę sobie ja, a z racji tego, że chyba on sobie nie radzi. Nevermind.
Ponadto, wzięłam i się odwodniłam - nie wiem, jakim cudem, bo cały czas uzupełniam płyny. o.O Chyba, że to jest JESZCZE(?!) za mało...no nic, ziemniaki zjedzone, banan wszamany, elektrolity i inne bzdety uzupełnione za pomocą aptecznych specyfików. Działam, będę działać, bo reszta zależy od głowy.

A teraz przepis na koktajl oczyszczający jelita.
Źródło moje rzecz jasna: Pro Fit Body

szklanka kefiru
banan
50g jabłka
3 suszone śliwki
1/2 kiwi
łyżka płatków owsianych

Żadnej filozofii, bo wystarczy wszystko razem zmiksować.
Polecam raczej pić to w dzień wolny albo na wieczór, bo jak się
okazuje - nawet trzymający zdrową dietę mogą dość mocno - że tak to ujmę - zareagować.

piątek, 19 lipca 2013

Pooperacyjny fun

Jest po. Nie poszły teraz/jeszcze kolana pod nóż, no ale niemniej - narkoza była i ma się świetnie.
Pierwsza noc bez ketanolu -hell yeah! Obudziłam się spuchnięta, no ale dzięki temu przynajmniej nie boli.
Sześć cholernych szwów na 2 tygodnie - i jak żyć człowieku? Jak jeść?! Wirtualnie w mojej głowie przemierzam sklepowe alejki i zastanawiam się, które produkty, z którymi mogę zmiksować tak, by dało się to przełknąć.
Generalnie czuję się dobrze i już jestem myślami na treningach. Nawet kusi mnie zrobienie kilku przysiadów teraz,zaraz,tu :P Zmuszę się jednak do odpuszczenia -zdrowy rozsądek przebija się gdzieś przez mgłę :D

Treningi? Czwartkowy wszedł wyśmienicie, dołożyłam jeszcze w piątek i w sobotę ledwo przebierałam nogami. W niedziele delikatny marsz na rozruch. W poniedziałek coś było ze mną nie tak. Nie wiem czy tylko psychicznie/fizycznie czy psycho-fizycznie nie byłam w stanie nic zrobić. Sztanga mnie przerosła, nerw skakał do granicy skali. Może to typowa babska reakcja na....? Nie,nie na okres.
Wtorek, to sygnał, że jednak operacja się odbędzie, więc +10000 do samopoczucia. Poleciał trening 1000 kalorii +abs + marsz+przysiady. Dzień przed narkozą,czyli w środę - trochę zbastowałam,bo podobno mocny wysiłek przed operacją jest niewskazany - tabata +abs+marsz+przysiady.

Kolana mają się dobrze. Czwartek/piątek było średnio. Później wszystko przerzuciło się na kręgosłup. Po poniedziałku raczej nie mają po czym boleć....

I tylko jedno mnie gryzie,drapie i dusi. No ale nic sama na to nie poradzę.

środa, 10 lipca 2013

Nic z tego nie będzie. Żaden pajac nie wytrąci mnie z równowagi! ŻADEN.
Dziś pierwszy dzień bez jakiegokolwiek treningu - chyba było mi to potrzebne, bo nawet nie ciągnęło mnie do zakładania adidasów. ALE nie byłabym sobą, gdybym przynajmniej nie "odstawiła" windy, nie latała po schodach i nie wysiadała trzy przystanki wcześniej... Niemniej, potrzebuję dnia w piżamach, z dala od wszystkiego i wszystkich. Albo gdzieś z dala od prądu, całej cywilizacji - obudzić się, wyjść z namiotu/ domku i zastać budzące się jezioro.... I NEED IT  N O W!
Mój cheat day się rozjechał. Totaaaaaaalnie. Za dużo stresu dało się chyba we znaki. Wracam. Zmiana miejsca dobrze robi, świadomość jutrzejszego treningu robi jeszcze lepiej.
Dziwny stres przed analizą składu ciała....jeśli jutro okaże się być gorzej, niż było albo bez zmian, to się chyba zastrzelę. -.-
Usłyszałam, że wszystko wskazuje na przetrenowanie z mojej strony, więc odpowiedziałam tylko oto tym filmikiem:

Przetrenowanie, to mit.

Śmieszne, wciąż powtarzają mi, że jestem dietetykiem i....bla,bla,bla. Dzięki Bogu jestem TYLKO dietetykiem, a nie TRENEREM. Poza tym pod latarnią najciemniej,podobno. Dlaczego podobno sie "przetrenowałam"? Jeśli faktycznie do tego doszło, to tylko dlatego, że dla mnie nie ma nic bardziej świętego od treningu, a są tacy, co zapieprzają więcej. Proste, nie? 


No, a zdjęcie...Moja fanaberia. Zostało mi trochę "do zapchania" w dziennym zapotrzebowaniu, więc popłynęłam z inwencją. Serek naturalny homogenizowany, masło orzechowe i maliny. "Bicz pliz", jestem w niebie.

poniedziałek, 1 lipca 2013

Chce mi się nic. I jeszcze więcej.

Wyprana. Zmięta. Nijaka. Oto tak się czuję od dobrych kilku dni. Nie wiem, czy to kwestia niskiego poziomu węgli, pogody, problemów czy układu gwiazd ale chce mi się NIC. No i ta wiadomość, że dziś nie ma treningu!!! Cały dzień podporządkowany, zwiększony poziom węgli, którego nie dało się wyhamować, bo za późno się dowiedziałam, że nie trenuję dzisiaj tak, jak powinnam.
Zmusiłam się - dosłownie - do zrobienia marszu. Wyglądało to, jak bieg żółwia przez płotki. Sił mi brak, aaaaaa!
Znów kalkulator, znów zeszyt i znów obliczenia. 
Kolano działa. Torbiel pękła, więc "do następnego razu". Zobaczymy, co czas przyniesie. Mam się nie przejmować na zaś.

Aaaaaa, mimo wszystko coś mnie cieszy - dzisiejsza noc była cudowna! :)