Wyprana. Zmięta. Nijaka. Oto tak się czuję od dobrych kilku dni. Nie wiem, czy to kwestia niskiego poziomu węgli, pogody, problemów czy układu gwiazd ale chce mi się NIC. No i ta wiadomość, że dziś nie ma treningu!!! Cały dzień podporządkowany, zwiększony poziom węgli, którego nie dało się wyhamować, bo za późno się dowiedziałam, że nie trenuję dzisiaj tak, jak powinnam.
Zmusiłam się - dosłownie - do zrobienia marszu. Wyglądało to, jak bieg żółwia przez płotki. Sił mi brak, aaaaaa!
Znów kalkulator, znów zeszyt i znów obliczenia.
Kolano działa. Torbiel pękła, więc "do następnego razu". Zobaczymy, co czas przyniesie. Mam się nie przejmować na zaś.
Aaaaaa, mimo wszystko coś mnie cieszy - dzisiejsza noc była cudowna! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz