piątek, 9 sierpnia 2013

Czelendż aksepted!

Wczorajszy trening z Tomkiem, to totalna cudowna MASAKRA! Rozgrzewka, po której już ledwo oddychaliśmy, a później 20min obwodów 4x4min +1min po całym obwodzie przerwy.
Wieczorna rozmowa wjechała mi trochę na ambicje..."Chciałbym usłyszeć - Trenerze,może coś dorzucimy do ciężaru?"...zmotywował i teraz pluję sobie w brodę, że nie wypowiedziałam na głos myśli o wzięciu cięższego kettlera na ostatnią serię... To był ostatni raz! Przysięgam!
Wstałam i pierwsze co, rzuciłam się do łykania spalacza i reszty witamin. Trening wytrzymałościowy na czczo - to mój nowy patent. Wieczorem trening siłowy ale jestem jeszcze przed, więc przewijam i wracam do tego porannego. Wyzwanie rzuciłam. Najpierw 20min rozgrzewki, po której miałam mroczki w oczach, a później - niby nic, takie tam pitu pitu - serie burpees i przysiadów z wyskokiem. Dwa obwody, które wyglądają tak:

1 burpee, 9 przysiadów
2 burpees, 8 przysiadów
3 burpees,, 7 przysiadów
4 burpees, 6 przysiadów
5 burpees, 5 przysiadów
6 burpees, 4 przysiady
7 burpees, 3 przysiady
8 burpees, 2 przysiady
9 burpees, 1 przysiad.

To jest cały obwód i między każdą ze "stacji" nie ma przerw. Przerwę mamy dopiero po ostatnich 9 burpees i 1 przysiadzie, która twa od 30sekund do minuty. Drugi obwód robimy od końca - czyli zaczynamy od 9 burpees i 1 przysiadu. Wszystko w szybkim TEMPIE, jakby ktoś podpalał cztery litery, a nie, jak emeryt na pielgrzymce!
Życzę powodzenia, bo ciekło ze mnie po tym, jakbym wyszła spod prysznica. Nie jestem świeżakiem, niełatwo mnie zmęczyć i zajechać ale mając mdłości po całości, wychodzę z założenia, że trening spełnił swoją funkcję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz