Nic z tego nie będzie. Żaden pajac nie wytrąci mnie z równowagi! ŻADEN.
Dziś pierwszy dzień bez jakiegokolwiek treningu - chyba było mi to potrzebne, bo nawet nie ciągnęło mnie do zakładania adidasów. ALE nie byłabym sobą, gdybym przynajmniej nie "odstawiła" windy, nie latała po schodach i nie wysiadała trzy przystanki wcześniej... Niemniej, potrzebuję dnia w piżamach, z dala od wszystkiego i wszystkich. Albo gdzieś z dala od prądu, całej cywilizacji - obudzić się, wyjść z namiotu/ domku i zastać budzące się jezioro.... I NEED IT N O W!
Mój cheat day się rozjechał. Totaaaaaaalnie. Za dużo stresu dało się chyba we znaki. Wracam. Zmiana miejsca dobrze robi, świadomość jutrzejszego treningu robi jeszcze lepiej.
Dziwny stres przed analizą składu ciała....jeśli jutro okaże się być gorzej, niż było albo bez zmian, to się chyba zastrzelę. -.-
Usłyszałam, że wszystko wskazuje na przetrenowanie z mojej strony, więc odpowiedziałam tylko oto tym filmikiem:
Przetrenowanie, to mit.
Śmieszne, wciąż powtarzają mi, że jestem dietetykiem i....bla,bla,bla. Dzięki Bogu jestem TYLKO dietetykiem, a nie TRENEREM. Poza tym pod latarnią najciemniej,podobno. Dlaczego podobno sie "przetrenowałam"? Jeśli faktycznie do tego doszło, to tylko dlatego, że dla mnie nie ma nic bardziej świętego od treningu, a są tacy, co zapieprzają więcej. Proste, nie?
No, a zdjęcie...Moja fanaberia. Zostało mi trochę "do zapchania" w dziennym zapotrzebowaniu, więc popłynęłam z inwencją. Serek naturalny homogenizowany, masło orzechowe i maliny. "Bicz pliz", jestem w niebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz